Rozdział 1
Biiiiip! Podniosłam głowę, by sprawdzić która godzina. Jest 7:15 . Z powrotem położyłam się do łóżka, naciągając kołdrę na głowę. Głupi budzik!
-Mamoooooooo! Gdzie są moje majtki !!!!!!!!!!
Włożyłam głowę pod poduszkę, by nie słyszeć ryków brata. Ten to umie o siebie zadbać. Ma 21 lat, a zachowuje się jakby miał ledwo 6 lat. Niestety, jeśli zrywa się z wykładów to nie ma się pracy, a co z tym idzie kasy, żeby zarobić na mieszkanie. Starałam się nie słyszeć jego wrzasków na cały dom. W końcu nie wytrzymałam. Cała wściekła wstałam z łóżka i rozejrzałam się po korytarzu. Ryki wydobywały się z jego pokoju. Zajrzałam. Przekopywał właśnie szuflady w poszukiwaniu majtek, był w samym ręczniku. Pewnie się kąpał. Oparłam się od ramę.
- Mógłbyś tak nie wrzeszczeć?! Niektórzy próbują tu spać... - powiedziałam to już do powietrza
- Nie wiesz gdzie są moje majtki? - zapytał trzymając ledwo jedną ręką ręcznik, a drugą przekopując szafkę.
- Taki jesteś dorosły, to może mógłbyś sobie je wyprać albo kupić jak normalny człowiek. - popatrzyłam się na niego wzrokiem "doprawdy? Ale z ciebie dorosły" .
- To nie moja wina! - bronił się
- Tak? To nie ja zarywałam studia, po to żeby uganiać, się za laskami! - udawałam teraz jego i koleżaneczki
- A mają na co... - puścił rękę, a ręcznik spadł na ziemię, czym prędzej zasłoniłam się i pobiegłam do pralni po majtki. Rzuciłam mu je na twarz, dalej nie patrząc.
- Dziękuję! - krzyczał na korytarzu bo ja chciałam znaleźć się w łóżku. Co za debil...
Teraz jestem ja i moje łóżeczko. Wcisnęłam się z powrotem pod kołdrę i zamknęłam oczy.
Nagle poczułam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Podchodzi do okna i... zwija rolety. Prosto do oczu napływa mi mnóstwo światła. Automatycznie zasłoniłam się ręką. To była mama. Ubrana w zwykła czarną spódnicę i biały żakiet. Tak chodziła do pracy, nie żeby coś, ale ten strój do niej nie pasuje.
- Wstawaj, bo się spóźnisz do szkoły - pocałowała mnie w czoła, a ja się odsunęłam.
Ciężko westchnęłam. Szkoła. Najbardziej przeklęte miejsce na ziemi. Tak, zapewniam was o tym. Więzienie oferuje bardziej rozrywkowe zajęcia niż szkoła. Mam całe 20 minut, autobuszprzyjeżdża za 10 minut. Trzeba wstawać. Otworzyłam szafę i zobaczyłam całe moje wyposażenie. Spodnie dżinsowe, koszulki, bluzy, i jedną sukienkę. Nie przepadam za nimi. Kupiłam ją tylko na bal, na który zostałam zmuszona przez mamę. Teraz się tylko kurzyła. Wcisnęłam moje jasne rurki i nałożyłam koszulkę z myszką Miki. Włosy szybko przeczesałam szczotką i ściągnęłam gumką w niesforny kucyk. Zbiegłam po schodach na dół, przy okazji zabierając tosta z dżemem oraz torbę z książkami. Autobus już czekał.
-Mamoooooooo! Gdzie są moje majtki !!!!!!!!!!
Włożyłam głowę pod poduszkę, by nie słyszeć ryków brata. Ten to umie o siebie zadbać. Ma 21 lat, a zachowuje się jakby miał ledwo 6 lat. Niestety, jeśli zrywa się z wykładów to nie ma się pracy, a co z tym idzie kasy, żeby zarobić na mieszkanie. Starałam się nie słyszeć jego wrzasków na cały dom. W końcu nie wytrzymałam. Cała wściekła wstałam z łóżka i rozejrzałam się po korytarzu. Ryki wydobywały się z jego pokoju. Zajrzałam. Przekopywał właśnie szuflady w poszukiwaniu majtek, był w samym ręczniku. Pewnie się kąpał. Oparłam się od ramę.
- Mógłbyś tak nie wrzeszczeć?! Niektórzy próbują tu spać... - powiedziałam to już do powietrza
- Nie wiesz gdzie są moje majtki? - zapytał trzymając ledwo jedną ręką ręcznik, a drugą przekopując szafkę.
- Taki jesteś dorosły, to może mógłbyś sobie je wyprać albo kupić jak normalny człowiek. - popatrzyłam się na niego wzrokiem "doprawdy? Ale z ciebie dorosły" .
- To nie moja wina! - bronił się
- Tak? To nie ja zarywałam studia, po to żeby uganiać, się za laskami! - udawałam teraz jego i koleżaneczki
- A mają na co... - puścił rękę, a ręcznik spadł na ziemię, czym prędzej zasłoniłam się i pobiegłam do pralni po majtki. Rzuciłam mu je na twarz, dalej nie patrząc.
- Dziękuję! - krzyczał na korytarzu bo ja chciałam znaleźć się w łóżku. Co za debil...
Teraz jestem ja i moje łóżeczko. Wcisnęłam się z powrotem pod kołdrę i zamknęłam oczy.
Nagle poczułam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju. Podchodzi do okna i... zwija rolety. Prosto do oczu napływa mi mnóstwo światła. Automatycznie zasłoniłam się ręką. To była mama. Ubrana w zwykła czarną spódnicę i biały żakiet. Tak chodziła do pracy, nie żeby coś, ale ten strój do niej nie pasuje.
- Wstawaj, bo się spóźnisz do szkoły - pocałowała mnie w czoła, a ja się odsunęłam.
Ciężko westchnęłam. Szkoła. Najbardziej przeklęte miejsce na ziemi. Tak, zapewniam was o tym. Więzienie oferuje bardziej rozrywkowe zajęcia niż szkoła. Mam całe 20 minut, autobuszprzyjeżdża za 10 minut. Trzeba wstawać. Otworzyłam szafę i zobaczyłam całe moje wyposażenie. Spodnie dżinsowe, koszulki, bluzy, i jedną sukienkę. Nie przepadam za nimi. Kupiłam ją tylko na bal, na który zostałam zmuszona przez mamę. Teraz się tylko kurzyła. Wcisnęłam moje jasne rurki i nałożyłam koszulkę z myszką Miki. Włosy szybko przeczesałam szczotką i ściągnęłam gumką w niesforny kucyk. Zbiegłam po schodach na dół, przy okazji zabierając tosta z dżemem oraz torbę z książkami. Autobus już czekał.
- Wstawaj, bo się spóźnisz do szkoły - pocałowała mnie w czoła,
OdpowiedzUsuńMasz wiele czół. Aha.
Jak coś piszesz, to postaraj się, żeby było jak najmniej błędów. Z ortografią raczej nie masz problemów, ale pogrzebana w ogródku interpunkcja krzyczy o pomstę do nieba. Literówki jak ta powyżej też. Tak, poprawna pisownia ma znaczenie dla jakości tekstu, to nie takie byle co bez znaczenia, to tyle, dziękuję.
To nie jest profesjonalne opowiadanie ;)
UsuńA literówki poprawaiam, ale zdarza się też przeoczyć.