Prolog
Słyszeć można było tylko przeraźliwy ryk i huk uderzanych o siebie mieczy. Dzicy jeźdźcy bronili bram Kastoru. Wszyscy mieszkańcy pochowali się w swoich domach,a król, wielki i potężny Astral mógł tylko patrzeć z pałacu jak plemię Dostrei przebija się przez blokadę. Kolejni wojownicy giną. Nikt się nie poddaje,a ni odwraca od walki. Wtem, obok niego wylądowała złocista smoczyca i odwróciła łeb za siebie. Z dostojnego grzbietu, na ziemię zeszła kobieta. Ubrana w zbroję, ze złotym mieczem w ręku. Smok też, był przyozdobiony lśniącą zbroją.
- Wielki, Astralu. -rzekła ta kobieta
- Wiem, moja miła. Niestety oto nadszedł dzień końca Kastoru - odpowiedział, spojrzał na nią smutnym wzrokiem i odszedł w stronę swojej rodziny. Królowa Ariana mocno przytuliła małego księcia i miała łzy w oczach, tak samo jak król. Razem powoli zamierzali opuścić królestwo.
Kobieta spojrzała na króla. Podeszła do poręczy. Widziała lud który kocha i najlepszych przyjaciół broniących miasta. Raz za razem, zostawali ranni, a co gorsza zabici. Krew się lała, ryk przenikał do kości, szczęk zbroi i mieczy. Oglądała to z bólem serca. Odwróciła wzrok, jej smoczyca też nie mogła na to patrzeć. Dama w zbroi mocniej zacisnęła miecz w ręce i spojrzała w oczy towarzyszce. Zwierzę odpowiedziało parsknięciem i ukazała skórzane siodło dowódcy, przywiązane do jej grzbietu. Kobieta spojrzała na miecz i jednym ruchem wskoczyła na grzbiet. - W górę! - krzyknęła, smok rozłożył skrzydła i wzbił się gwałtownie w powietrze. Król wybiegł na balkon. Szukał wzorkiem kobiety. Pojawił się przed nim w powietrzu na swoim smoku. Gotowa do walki.
- Lin, nie rób tego.- Powiedział to, wiedząc nawet, że nie zadziała. Król tak naprawdę kochał Lin, lecz poślubił inną.
- Muszę - odpowiedziała krótko, patrząc na ludzi, ponieważ miłość ją napełniła, nie tylko do Astrala, lecz również do ludu. Obie były zwrócone w stronę pola bitwy. - Do boju! - powiedziała do smoczycy. Razem wzbiły się wyżej. Jeden potężny ryk i ruszyła, w pełni gotowości do walki za miasto do boju. Lin wzięła łuk i ustrzeliła kilku żołnierzy piechoty. Gdy skończyły się strzały, do ręki wzięła miecz i ruszyła w środek bitwy. Cięła mieczem i walczyła,a smoczyca rozszarpywała zębami i pazurami. Obie walczyły dzielnie. Lin widząc, że przegrywają zadęła w róg. Wszyscy jeźdźcy wzbili się w powietrze. Dowódczyni widziała przed sobą tylko garstkę swojej oddanej armii. Znaczna większość była zmęczona walką lub ranna jak i smoki. Nagle w oddali zobaczyła nową armię kroczącą do królestwa, z wielkimi kuszami. - Musimy zniszczyć te kusze. - powiedziała wskazując je - Na mój znak.... teraz!- wszyscy na czele z Lin ruszyli na kusze. - Za Kastor! - krzyknęła, a za nią inni. Smoki zaryczały. Byli blisko czelu, lecz zaczęli strzelać. Smoki starały się unikać strzał, które mogą je przebić. Nie każdemu się udało. Lin zauważyła główną kuszę i nakierowała smoczycę na nią. Gad wyciągnął łapy i przygotował do złapania. Cała kusza się zatrzęsła i z niej wylatywali wojownicy. Kusza była potężna i smok nie umiał jej przewrócić,a powoli łucznicy strzelali do nich. Wtedy mocno coś uderzyło o kuszę z przodu. Był to smok, a na nim siedziała prawa ręka Lin. Razem z pomocą, smoki pokonały kuszę. Lin wraz z towarzyszką, powalały kolejne kusze. Lin cała obryzgana we krwi i nie tylko walczyła dzielnie. Ostatni atak na ostatnią kuszę miał być wyjątkowy. Wzleciała w górę najwyżej i prosto ruszyła na działo. Gdy były już u celu, coś je odrzuciło i obie wylądowały z hukiem na ziemi, ścinając drzewa i miażdżąc wojowników. Smoczyca odniosła kilka lekkich ran, jak i wojowniczka. Prosto na nie leciał dwa razy większy smok z królem Dostrei, wielkim Byronem. Szybko uciekły przed pazurami smoka. Oboje stali na przeciwko siebie. - Widzisz, droga Lin?Nie macie z nami szans. -powiedział,a Lin: - To jeszcze nie koniec!- powiedziała i wzleciała w powietrze. Tam miały wyraźną, przewagę niż na ziemi. Walka pomiędzy dwoma smokami odbyła się w powietrzu. Oba smoki rzucały się na siebie. W końcu obrażenia smoka Lin były tak wyraźne, że miała trudności z lataniem. Chciały wlecieć do lasu, lecz coś przebiło pierś smoka i wrzuciło je do lasu nad strumień. Lin czym prędzej, wstała i podbiegła do swojej towarzyszki. Oniemiała. Strzała przebiła smoka na wylot,a spod grubej skóry i łusek powoli wypływała szkarłatna czysta krew. Smok cierpiał i umierał. Lin starała się zatamować krwawienie, sama wiedziała, że to nic nie da. Podeszła do głowy by się z nią pożegnać. Obie patrzyły sobie w oczy,a le tylko Lin płakała i przytuliła się mocno do smoka. Czuwała przy niej do samego końca, gdy oddech się zatrzymał i piękne złote oczy nie miały w sobie energii.- Żegnaj Reno... Lin jeszcze bardziej zaczęła płakać. Powoli podniosła się, otarła oczy wzięła miecz do ręki i ruszyła na pole bitwy. Nie bała się śmierci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz