Rozdział 3
- Panno Raven! - słyszę głos nauczycielki
- T-t-t-tak ? - odpowiedziałam zdezorientowana
- Zamierza panienka łaskawie wyjść na przerwę? -spytała znużonym głosem, wskazując otwarte drzwi
Musiałam się znowu zamyśleć. Szybko wzięłam torbę i czym prędzej poszłam na przerwę. Nawet nie spakowałam książek. Goniąc dzwonek śpieszyłam się na ostatnią lekcję. Wparowałam do szatni, gdzie czekała na mnie Lily ubrana w różowe którkie spodenki, białą bluzkę i sportowe adidasy. Wiązała teraz kucyk.
- Gdzie się podziewałaś? - spytała kończąc fryzurę - Musiałam się tłumaczyć przed Bertem, że jesteś u higienistki na badaniach wzorku. Ta wymówka zaraz przestanie działać.
- Przepraszam, ale znowu odpłynęłam na biologii, a jak tam mata? - zabrałam się do przebierania
- Coś często ci się to zdarza... A świetnie! Dostałam 4.
- Ok, jestem gotowa. - powiedziałam i poszłyśmy na boisko.
Tam czekał już lekko zdenerwowany pan Bert. Dołączyłyśmy do szeregu. Poprawiałam sobie buty. Podnosząc się dostrzegłam prężącą się Diamond w stroju cheerleaderki. Oczywiście widownia wyłącznie męska. Jako iż, mamy do wyboru wf albo drużyna cheerleaderek. Wybrałam, bez zastanawiania się wf. Nie będę paradowała ze stanikiem i z majtakami na wierzchu. Tylko nie rozumiem dlaczego Lily przeniosła się. Była najlepsza, zaraz za Diamond. Jakoś znosi bieganie na wf-e i grania w piłkę nożną.
- Dobra, dziewczyny. Teraz biegamy 3 okrążenia. Ale żwawo! - krzyczał
Ruszyłam tyłek by nie marudził. Prawa, lewa, prawa, lewa. I tak przez cały czas. Nie jestem najgorsza z wf-u. Trzymam się wewnętrzej strony. Trener sobie siedzi na ławce i uzupełnia oceny w dzienniku. Dwa kółka za sobą. Na ostatnim przyśpieszyłam. Biegnę zaraz za najlepszą lekkoatletyczką w szkole - Keytlin. Ta to ma zapał do biegania. Ja tam tylko wyciągnę trzy kółka, a ona biega codziennie sześć. Oglądam się za siebie i szukam w tłumie biegaczek Lily. Muszę zwolnić. Dostrzegam ją po drugiej stronie, daje z siebie wszystko. Czekam cierpliwie aż do mnie dołączy. Jest cała zdyszana, pewnie gdyby mogła to by padła ze zmęczenia. Dołączyła i razem biegłyśmy od teraz. Wszytkie dziewczyny skończyły i siedziały na trybunach.
- No, ileż można czekać? - powiedział pretensjonalnie
Ten to się umie czepiać. Rozciągnęłam się i czekałam na jego kolejny ruch. Piłka nożna, Tennis czy skok w dal. Jak ma dobry humor to gramy w tennisa, jeśli nie biegamy dalej. Co za rozrywka.
- R-r-raven... Stój, nie wyrabiam - dyszała Lily
- Tylko przeszłam kawałek. Nie rozumiem dlaczego wybrałaś wf. - spytałam się jej
- Znasz powód, nie sądziłam, że przeżywacie horror na każdej lekcji... - dalej dyszała
- Znam, ale lepiej byłoby dla ciebie, zero biegania - dodałam
Rozmowę przerwał nam Bert. Stanął na przeciwko nas i zaczął: - Jak wiecie, za dwa tygodnie są zawody lekkoatletyczne. Zaraz wybiorę osoby które wezmą udział. - powiedział wymachując długopisem - Bez dyskujsi - dodał patrząc się na naszą dwójkę. Wiem, że i tak nas nie wybierze. Stałam oparta o bramkę i słuchałam jego dalszego ględzenia. W końcu przeszedł do sedna, a myślałam, że to nie nastąpi.
- Skok w dal, Idzie Laura i Anna. Pchnięcie kulą, idzie Alex i Lena. Bieg na 800m, idzie Kaytlin i ... Raven.
Na jego ostatnie wypowiedziane słowo aż stanęłam na baczność. Dziewczyny popatrzyły się na mnie dziwnie. A spojrzenie Lily mówiło wszystko. Nikt się tego nie spodziewał. Daję radę przebiec ten dystans, ale żeby JA?! Na zawody? Muszę to wyjaśnić.
- Proszę pana, ja się na to nie zgadzam! - założyłam ręce
- Ty nie masz nic do gadania - wrócił do pisania formularzy zgłoszeniowych
- Ja się do tego nie nadaję! Wszyscy też tak twierdzą! Nie wystartuję! - byłam zła i prawie krzyczałam, Bert się odwrócił i spojrzał na mnie: - Nie masz wyjścia. Jeśli nie wystatujesz objelesz wf. - powiedział stanowczo - A i treningi masz w poniedziałki, środy i w piątki. Na boisku o 15. - dodał na koniec i odszedł
Nie zrobiłam żadnego ruchu przez kikla minut. Stałam i nie wiedziałam co zrobić. Czemu ja? Kaytlin była mocno zdziwiona. Jak nie wystartuję to nie zaliczę wf-u . A ja się dziwiłam jak można nie zdać z tego przedmiotu.
- Słyszałaś go?! Kazał ci iść na zawody. Nie musisz go słuchać. - Lily stanęła na przeciwko mnie wywijając rękoma
- Tak, niestety. Muszę na nie iść. - powiedziałam zła
- Co?! - teraz już nic nie rozumiała
- Jak nie pójdę, to mnie obleje z wf-u. - odpowiedziałam na jej pytania i sama sobie to uświadomiłam.
Trener pozwolił nam iść do szatni. Czym prędzej poszłam do swojej szawki i pod prysznic. Lodowaty by wywalić złość. Cała się potem trzęsłam z zimna. W autobusie Lily ciągle toczyła temat zawodów, że to niesprawiedliwe i itp. Ja tylko wróciłam do swoich myśli.
- Gdzie się podziewałaś? - spytała kończąc fryzurę - Musiałam się tłumaczyć przed Bertem, że jesteś u higienistki na badaniach wzorku. Ta wymówka zaraz przestanie działać.
- Przepraszam, ale znowu odpłynęłam na biologii, a jak tam mata? - zabrałam się do przebierania
- Coś często ci się to zdarza... A świetnie! Dostałam 4.
- Ok, jestem gotowa. - powiedziałam i poszłyśmy na boisko.
Tam czekał już lekko zdenerwowany pan Bert. Dołączyłyśmy do szeregu. Poprawiałam sobie buty. Podnosząc się dostrzegłam prężącą się Diamond w stroju cheerleaderki. Oczywiście widownia wyłącznie męska. Jako iż, mamy do wyboru wf albo drużyna cheerleaderek. Wybrałam, bez zastanawiania się wf. Nie będę paradowała ze stanikiem i z majtakami na wierzchu. Tylko nie rozumiem dlaczego Lily przeniosła się. Była najlepsza, zaraz za Diamond. Jakoś znosi bieganie na wf-e i grania w piłkę nożną.
- Dobra, dziewczyny. Teraz biegamy 3 okrążenia. Ale żwawo! - krzyczał
Ruszyłam tyłek by nie marudził. Prawa, lewa, prawa, lewa. I tak przez cały czas. Nie jestem najgorsza z wf-u. Trzymam się wewnętrzej strony. Trener sobie siedzi na ławce i uzupełnia oceny w dzienniku. Dwa kółka za sobą. Na ostatnim przyśpieszyłam. Biegnę zaraz za najlepszą lekkoatletyczką w szkole - Keytlin. Ta to ma zapał do biegania. Ja tam tylko wyciągnę trzy kółka, a ona biega codziennie sześć. Oglądam się za siebie i szukam w tłumie biegaczek Lily. Muszę zwolnić. Dostrzegam ją po drugiej stronie, daje z siebie wszystko. Czekam cierpliwie aż do mnie dołączy. Jest cała zdyszana, pewnie gdyby mogła to by padła ze zmęczenia. Dołączyła i razem biegłyśmy od teraz. Wszytkie dziewczyny skończyły i siedziały na trybunach.
- No, ileż można czekać? - powiedział pretensjonalnie
Ten to się umie czepiać. Rozciągnęłam się i czekałam na jego kolejny ruch. Piłka nożna, Tennis czy skok w dal. Jak ma dobry humor to gramy w tennisa, jeśli nie biegamy dalej. Co za rozrywka.
- R-r-raven... Stój, nie wyrabiam - dyszała Lily
- Tylko przeszłam kawałek. Nie rozumiem dlaczego wybrałaś wf. - spytałam się jej
- Znasz powód, nie sądziłam, że przeżywacie horror na każdej lekcji... - dalej dyszała
- Znam, ale lepiej byłoby dla ciebie, zero biegania - dodałam
Rozmowę przerwał nam Bert. Stanął na przeciwko nas i zaczął: - Jak wiecie, za dwa tygodnie są zawody lekkoatletyczne. Zaraz wybiorę osoby które wezmą udział. - powiedział wymachując długopisem - Bez dyskujsi - dodał patrząc się na naszą dwójkę. Wiem, że i tak nas nie wybierze. Stałam oparta o bramkę i słuchałam jego dalszego ględzenia. W końcu przeszedł do sedna, a myślałam, że to nie nastąpi.
- Skok w dal, Idzie Laura i Anna. Pchnięcie kulą, idzie Alex i Lena. Bieg na 800m, idzie Kaytlin i ... Raven.
Na jego ostatnie wypowiedziane słowo aż stanęłam na baczność. Dziewczyny popatrzyły się na mnie dziwnie. A spojrzenie Lily mówiło wszystko. Nikt się tego nie spodziewał. Daję radę przebiec ten dystans, ale żeby JA?! Na zawody? Muszę to wyjaśnić.
- Proszę pana, ja się na to nie zgadzam! - założyłam ręce
- Ty nie masz nic do gadania - wrócił do pisania formularzy zgłoszeniowych
- Ja się do tego nie nadaję! Wszyscy też tak twierdzą! Nie wystartuję! - byłam zła i prawie krzyczałam, Bert się odwrócił i spojrzał na mnie: - Nie masz wyjścia. Jeśli nie wystatujesz objelesz wf. - powiedział stanowczo - A i treningi masz w poniedziałki, środy i w piątki. Na boisku o 15. - dodał na koniec i odszedł
Nie zrobiłam żadnego ruchu przez kikla minut. Stałam i nie wiedziałam co zrobić. Czemu ja? Kaytlin była mocno zdziwiona. Jak nie wystartuję to nie zaliczę wf-u . A ja się dziwiłam jak można nie zdać z tego przedmiotu.
- Słyszałaś go?! Kazał ci iść na zawody. Nie musisz go słuchać. - Lily stanęła na przeciwko mnie wywijając rękoma
- Tak, niestety. Muszę na nie iść. - powiedziałam zła
- Co?! - teraz już nic nie rozumiała
- Jak nie pójdę, to mnie obleje z wf-u. - odpowiedziałam na jej pytania i sama sobie to uświadomiłam.
Trener pozwolił nam iść do szatni. Czym prędzej poszłam do swojej szawki i pod prysznic. Lodowaty by wywalić złość. Cała się potem trzęsłam z zimna. W autobusie Lily ciągle toczyła temat zawodów, że to niesprawiedliwe i itp. Ja tylko wróciłam do swoich myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz