sobota, 18 maja 2013

Rozdział 2

Usiadłam na swoim stałym miejscu, z tyłu. W autobusie siedziała tylko otoczka towarzyska, która rozsiewa plotki i tylko to umie robić. Nie jest jeszcze gorąco, bowiem nie ma Diamond. Szefowej tego całego bałaganu. Dwa przystanki i wchodzi oto i nasza księżniczka. Ubrana w różową krótką spódniczkę, odsłaniającą prawie cały tyłek. Bluzka na ramiączkach i włosy związane w idealny kucyk. Dodatkowo tapeta, która ma tylko zepsuć twarz niż ją poprawić. Rzęsy długie na kilometr, puder aż sam się pyli, policzki przewalone różem, usta machnięte iskrzącym błyszczykiem. Nie wiem jak może się w tym pokazywać. Wchodzi do autobusu i idzie jak paw do swoich, trzepie tyłkiem i włosami. Odwracam wzrok by sobie już darowała śmieszne komentarze na temat mojej osobowości i wyglądu. Westchnęłam tylko, czekając na to aby skończył się ten dzień tak jak się zaczął. Zajęłam się swoimi myślami, do momentu kiedy Lily usiadła obok mnie i spytała czy mam zadanie na matę. Z plecaka wyciągnęłam czerwony zeszyt i jej podałam. Była rozpromieniona. Natychmiast zabrała się do przepisywania. Mata według jej to: " Bez użyteczny przedmiot, wystarczy, że umiem dodawać,odejmować, dzielić i mnożyć." W zupełności zgadzam się z tym twierdzeniem. Nie rozumiem po co mi liczyć głupią objętość i pola, chyba, że jestem jak Ben. Ten, to siedzi w matmie po dziurki w nosie. Lubię obserwować ludzi, patrzeć jak śpieszą się do pracy lub jak bawią się w parku. 
- Ej, Raaaven.... ! - Lily machała mi przed nosem moim zeszytem
- O, już przepisałaś? - wzięłam zeszyt i schowałam do torby
- No jasne! To pradawna sztuka przepisywania! -  zaczęła wymachiwać rękoma
- Mhm... a ty ją opanowałaś do mistrzostwa, szczególnie matę. - lekko pchnęłam ją łokciem, obie wybuchłyśmy śmiechem. Doskonale się rozumiemy. Poznałyśmy się dzięki Diamond. Tak. Jeszcze dwa lata temu należała do jej paczki, jako prawa ręka. Nawet mi dokuczała. Lecz zdarzyło się tak, że wylądowałyśmy razem na obozie i miałyśmy razem pokój. Na początku walczyłyśmy, z czasem okazało się, że więcej nas łączy, niż dzieli. Po wakacjach rzuciła wszystko, łącznie z reputacją. Jak widać, wcale jej to nie zaszkodziło. No może, nie ma szansy u elity.
-  Znowu, się odcinasz ode mnie - zrobiła kwaśną minę
- Ale cały czas, cię słuchałam. - odpowiedziała w końcu, by się nie obraziła
- A tak swoją drogą... kogo zaprosisz na swoją 16-stkę ? - powiedziała podekscytowana 
- Nikogo - rzekłam,lecz dodałam: - No i ciebie.
- Nie żartuj! Jest tyle osób w szkole i nie zaprosisz nikogo? Wiesz, że 16-ste urodziny są ważne . - teraz siedziała lekko obrażona
- Po pierwsze nikt mnie nie lubi, a po drugie nie potrzebuję dużej imprezy. - na tym skończyłam, bo akurat dotarliśmy do szkoły. Poczekałam aż tłum wyjdzie, bym mogła swobodnie wyjść. Zbliżał się dzwonek, wszyscy się śpieszyli pod swoje sale i żeby zdążyć wejść do łazienki. 
Pod szafką wymieniłam książki i spojrzałam na plan. Najpierw mam biologię z panią Marney, polski z panem Jonsem, matematyka i wf z panem Bertem. Ostatnie mam razem z Lily.  Dzwonek już zaczął brzęczeć i kazać nam iść na lekcje. Cała szkoła się przepychała. A ja musiałam dostać się na drugie piętro. Szybko biegłam, popychając innych. Zdążyłam na czas, pani już zamykała klasę. Miły uśmiech i wślizgnęłam się do klasy, siadając przy oknie w drugiej od końca ławce. Biologia mnie przeraża. Krojenie żab. Na samą myśl robi mi się niedobrze. Nie znoszę gadów. Krokodyli, jaszczurek i innych. Odwracam się do okna i odpływam myślami z lekcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz